Pytania w szkole

Autor: | Opublikowane w Nauka Brak komentarzy | Tagi:

W nauce zbiorowej pytanie zwraca się nie do jednego ucznia, lecz do całej generacji. Jeżeli jeden uczeń na nie odpowiada, czyni to nie jako jednostka, ale jako przedstawiciel generacji. To uwydatnia się na zewnątrz przez to, że najpierw stawia się pytanie, a po krótkiej przerwie, służącej do namysłu dla wszystkich, wywołuje się po nazwisku ucznia, który ma wypowiedzieć odpowiedź. Pytanie, przerwa, nazwisko – oto stała forma nauki dialogicznej, którą nauczyciel musi sobie tak przyswoić, że jej bezwiednie używa. Pokazywanie palcem ucznia, jako zawezwanie do odpowiedzi, jest niestosowne, bo każdy uczeń ma prawo do tego, aby nauczyciel znał go po nazwisku. Nauczyciel musi więc nazwisk uczniów jak najskorzej się nauczyć. Sposób zaś pytania powinien być tak urządzony, żeby każdy uczeń czuł, że na każde pytanie nauczyciela, wystosowane do całej generacji, powinien móc odpowiedzieć. Uczniowi na chwilę nie powinno przyjść na myśl, że podczas nauki dialogicznej wolno mu odpoczywać. Polskie wyrażenie wyrwać ucznia, nie znachodzące się w terminologii szkolnej innych języków, jest dla nauki zbiorowej bardzo charakterystyczne. Wskazuje bowiem na to, że nauka jest rozmową nauczyciela nie z poszczególnymi uczniami, ale z całą generacją, która, nie mogąc odpowiadać gromadnie, daje odpowiedź przez wyrwanego z całości przedstawiciela. W zasadzie nie robi się w zbiorowym nauczaniu różnicy między lepszymi a gorszymi uczniami, między trudniejszymi a łatwiejszymi pytaniami. Dlatego nauczyciel nie powinien dopuszczać do tzw. wyrywania albo zgłaszania się uczniów do odpowiedzi przez podnoszenie ręki albo wstawanie. Uczniowie, tworzący generację, zewnętrznie równo powinni być traktowani. Nie odpowiada ten, który wie albo chce, lecz każdy uczeń powinien odczuwać, że każde pytanie nauczyciela, wystosowane do generacji, solidarnie jego także dotyczy. Gdzie znachodzą się wykroczenia przeciwko temu porządkowi tj. gdzie generacja odpowiada gromadnie, lub odpowiedź dają nie wyrwani uczniowie, tam panuje rozluźnienie i niekarność.

W naszych szkołach niema jeszcze dostatecznie wyrobionego zrozumienia, czym jest właściwie lekcja szkolna, niema poczucia, że lekcja polega na rozmowie nauczyciela z całą generacją. Uczniowie uważają tak dalece naukę zbiorową za indywidualną, że nie pojmują, po co właściwie siedzą w szkole, jeżeli nie są wprost przez nauczyciela pytani. W ich mniemaniu wtedy się tylko uczą i kształcą, kiedy nauczyciel nimi się zajmuje. Jeden z chłopców polskich skarżył się ojcu, że musi siedzieć całą godzinę na lekcji, kiedy do wypowiedzenia tego, co ma powiedzieć, potrzebuje zaledwie kilku minut. Nauczyciele nieraz zajmują się przez znaczną część lekcji tym samym uczniem, w przekonaniu, że jest ich obowiązkiem wytłumaczyć uczniowi to, czego nie rozumie. Rodzice zaś proszą o pytanie szczegółowe swych dzieci, jak gdyby dzieci niepytane nie były wystawione na działanie nauki, jak gdyby, że użyjemy porównania Kwintyliana, nauka szkolna nie była słońcem, które wszystkich oświeca i każdego z osobna. To wszystko dowodzi, że nauka w szkołach naszych nie zawsze jest ściśle zbiorową i rozpływa się często w pojedynki dydaktyczne. Przyczyną tego objawu jest zapewne bardzo silnie rozwinięta indywidualność naszej rasy, która jest poważną przeszkodą w rozwinięciu energicznej działalności publicznej. Jak fortepianista gra na całej klawiaturze, chociaż uderza równocześnie tylko w małą ilość klawiszów, tak też w tym samym rozumieniu powinna być prowadzona nauka zbiorowa. Nauczyciel kształci generację, ale tak, że przy tym dostaje się wiedza każdemu uczniowi z osobna.

Tak się przedstawiają pytania ze stanowiska ucznia, który między niemi nie robi różnicy. W jego oczach każde pytanie jest równe, bo wymaga z jego strony odpowiedzi. Zastanówmy się teraz nad pytaniami ze stanowiska nauczyciela, dla którego pytania mają rozmaite znaczenie i rozmaite cele.